|
|
![]() |
|
|
złośliwy los
Zastanawiam się czasami dlaczego nasz organizm zachowuje się czasami jakby nam na przekór. Konkretniej. Dzisiaj miałam dzień wolnego i chciałam dłużej pospać bo przez kilka poprzednich dni jak chodziłam do pracy oczy trzymały mi się jakbym miała zapałki między powieki wsadzone. Nie nastawiałam sobie specjalnie budzika, wszystkim znajomym powiedziałam żeby do mnie przed godziną 12 nie dzwonili do mnie. A tu co z rana się budzę, patrzę na zegarek a to dopiero 9 godzina. Z resztą już nie pierwszy raz mi się coś takiego przytrafia. Podobna sytuacja miała miejsce gdy nie chciało chodzić mi się do szkoły. Wtedy wiadomo skoro nawet chodzenie po deszczu z gołą głową nie pomagało, trzeba było zacząć sztukę symulacji. Jednak gdy już chciałam wrócić ponieważ w domu strasznie mi się nudziło, nagle na termometrze pojawiał się słupek sięgający mniej więcej liczby 38.
Nie wiem czy specjalnie organizm płata nam takie figle czy to czysty przypadek. Podobnie jest w życiu. Kiedy koło nas nikogo nie ma a potrzebujemy czyjejś obecności albo chcemy z kimś najzwyczajniej w świecie porozmawiać, wszyscy są nagle zajęci, nie mają ogólnie czasu. Jednak gdy już nagle znajdziemy sobie jakieś zajęcie, nie potrzebujemy już nikogo, nagle zjawia się cała armia ludzi którzy przypomnieli sobie o tobie. Tak samo jest z facetami. Albo żaden na ciebie nie spojrzy albo nagle koło nas pojawia się wielu amantów. I w tym momencie często jest tak że albo nie jesteśmy żadnym zainteresowane albo jesteśmy w potrzasku ponieważ jest dwóch, między którymi nie możemy zdecydować.
Zastanawiam się czy tak często los musi nam płatać figle. Z resztą jeszcze jedno. Chyba każdy z nas kiedyś miał taki dzień w życiu w którym z rana jakaś mała drobnostka nam nie wyszła, przy czym nas bardzo zdenerwowała. I jakby tego było mało że źle zaczęliśmy dzień, kolejne godziny zaczynają nas dobijać. To jest straszne. A jeszcze gorsze jest chyba to jak w końcu coś lub ktoś nam poprawi nastrój, na koniec dnia zdarza się coś co sprawa że tak samo jak źle zaczęliśmy dzień tak samo go kończymy (np. przychodzimy z uśmiechem na twarzy do domu a to jak grom z jasnego nieba któryś z członków rodziny ma do ciebie pretensje).
Skąd to zmęczenie w nas każdego rana Jakby każda noc była nieprzespana Skąd twarze takie szare, skąd oczy takie stare Czemu gonimy tacy zadyszeni, Jakby się nam ta ziemia chwiała pod stopami I skąd to, że nie wiemy, dokąd tak biegniemy. Skąd ten krzyk - szybciej, szybciej. Inaczej padniemy... Bryll Ernest ![]() 2007-11-25 19:44:56 skomentuj (0) Koniec to początek twarz zaciśnięta gruzłowata zawiązana skręcona w jeden supeł węzeł ze sznura z postronka powoli zaczęła się rozwiązywać rozluźniać opadać w ciszy zwisła zapadła się wklęsła w strach poniżenie w ostateczną klęskę w nic Różewicz Tadeusz ![]() 2007-11-24 21:05:03 skomentuj (1) Droga Świat jest jak jeden z takich starych, starych sztychów, czarnych i pełnych grozy, wojny, moru, głodu - brudny, krzykliwy przy tym - jak dworzec kolei, a przecież patrzysz w niego z dziękczynną słodyczą, jak na pałac bzów białych, w którym wróble krzyczą, na Toporową Cyrhlę w krokusów rozkwicie lub na płynący rzeką ametyst zachodu, lub jak w misteria głuchych, opuszczonych strychów i chciałbyś ulżyć sercu płaczącej dziewczyny, kulawej babie rękę podać z dobrym słowem i pochwycić w objęcia dziecko przechodzące, i robić inne, śmieszne, niedorzeczne czyny, i iść w osamotnieniu pięknym i wichrowem niosąc dalej swój ciężki, słodki obłęd: Słońce. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska ![]() 2007-11-23 22:35:31 skomentuj (0) 23.11.2007 Reaktywacja bloga :D ![]() 2007-11-23 17:22:04 skomentuj (0) |